Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży

 

Kiedy tysiące młodych ludzi, prawdziwych, wzorowych chrześcijan - radosnych, otwartych, pełnych pragnień, marzeń, entuzjazmu,tej iskry w oczach wskazującej na to, że odnaleźli swoje szczęście cieszyło się z udziału w Światowych Dniach Młodzieży, ja przed ekranem telewizora płakałam.

Płakałam, bo gdzieś w trudach dnia codziennego zgasło we mnie pragnienie wzięcia udziału w tym święcie wiary, nadziei i miłości. Płakałam bo znowu zwyciężył we mnie starch, lęk i brak odwagi. Płakałam, bo w słowach papieża o zasmucających go młodych ludziach którzy są przedwczesnymi emerytami, którzy rzucili ręcznik zanim rozpoczęli walkę , którzy wegetują zamiast żyć odnalazłam samą siebie.

Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży, ale czuję, że wszystkie słowa papieża Franciszka były skierowane właśnie do mnie. Do mnie i setek tysięcy tych niezgromadzonych w Krakowie, którzy odnajdywali siebie, swoje postawy w jego naukach. Do tysięcy Zacheuszy, którzy "z powodu swej złej reputacji nie mogli nawet zbliżyć się do Mistrza", ale spotkali Jezusa (choć nie uczestnicząc osobiście w ŚDM)  i chcą, by on zmienił ich życie.

 

Papież nie zapomniał o nas. Nie pozwolił byśmy pozostali sami z naszymi problemami. Znał przeszkody, które stanęły na naszej drodze, byśmy mogli  osobiście uczestniczyć w ŚDM i był w tym smutku z nami. Dał nam  pocieszenie  i wskazówki, jak walczyć z niską opinią o sobie samym i wszystkimi problemami, które tak często nas blokują.

Przypomniał o czymś oczywistym, o czym tak często zapominamy, że przecież "Bóg nas miłuje takimi, jakimi jesteśmy, i żaden grzech, wada czy błąd nie sprawi, by zmienił swoje zdanie". Jak mówił "Dla Jezusa…, nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia, ale wszyscy jesteśmy umiłowani i ważni: ty jesteś ważny!". Przypomniał o tym byśmy zawsze dziękowali Bogu i odrzucając blokujące nas smutki pokochali życie. Tak je pokochali żebyśmy byli w stanie robić rzeczy, których nigdy wcześniej byśmy nie zrobili.

Te i jeszcze wiele innych nauk papieża poruszyło moje serce do głębi. Powoli każdego dnia, zdanie po zdaniu będę je rozważać w swoim życiu, odkrywać i kierować się zawartymi w nich wskazówkami. Wskazówkami, które pomogą mnie i - mam nadzieję - innym Zacheuszom wyjść z cienia i przestać "zamykać się w szufladzie". Mamy przecież życie "które jest wielkim darem: jest ono czasem, aby kochać i być kochanym".  W końcu to zrozumiałam.

Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży, ale mam nadzieję, że świadectwo Maćka Cieśli odmieni także i moje życie.
Bo przypomniał mi o tym, co w życiu jest najważniejsze, o czym tak często zapominałam.

"Każdy dzień jest piękny, ale nie zawsze w natłoku obowiązków dostrzegamy jacy jesteśmy szczęśliwi i czasem trzeba dostać obuchem w łeb, żeby to docenić. Życzę wam, żebyście byli w stanie to dostrzec, ale bez potrzeby takich doświadczeń". 

Ten nieznany chłopak zatroszczył się o mnie i nawet w obliczu takiej choroby  myślał  o innych, zostawiając nam swoje świadectwo. Dziękuję Maćku!

Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży, ale papież Franciszek przypomniał mi o moim skrywanym w sercu pragnieniu pomocy innym.

Często zastanawiałam się nad tym jak mam przeżyć swoje życie, co chcę robić w życiu, czego brakuje mi do pełni szczęścia. To podczas relacji z wizyty w Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu zrozumiałam, że moją misją powinno być otaczanie opieką wszystkich tych, którzy tego potrzebują.

Zrozumiałam, że jest tak wielu potrzebujących, którym czasem wystarczy tylko poświęcenie swojego czasu, uwagi, dobrego słowa, uśmiechu. Nie potrzebują oni od nas niczego więcej. To jest też ich wielkość. Chcę pomagać tym najsłabszym, najbardziej kruchym jak tylko będę potrafiła. Chcę służyć z miłością. Chcę zostawić po sobie "jakiś ślad, trwały ślad".

I na koniec…

Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży, ale chcę powiedzieć "tak" wezwaniom papieża Franciszka:

Tak - będę robić raban!
Tak - będę mieć serce miłosierne!
Tak - będę nadzieją przyszłości!
Tak - będę odważna!
Tak - chcę zostawić po sobie ślad!
Tak - chcę iść za Jezusem!
Tak - będę marzyć!
Tak - będę zdolna do wielkich dzieł!
Tak - będę budować lepszy świat!
Tak - będę kochać!


I choć na pewno po drodze będę upadać to dzięki papieżowi już wiem, że Jezus zawsze mnie podniesie.

Nie wiem czy kiedyś minie mój żal, że jednak nie odważyłam się na uczestnictwo w Światowych Dniach Młodzieży. Czuję, że udział w nich mógł odmienić moje życie.

Zwłaszcza, gdy myślę o Maćku Cieśli, któremu tak straszna choroba jak rak, stanęła na drodze do wielkiego pragnienia bycia częścią dzieła, które sam w dużej mierze stworzył. Mnie na drodze stanęło tylko zgaszone pragnienie.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam papieża Franciszka, czy to w trakcie ŚDM, czy przy jakiejś innej okazji. To on wskazał mi drogę, dzięki której przełamię swój strach i lęk. Może nie nastąpi to od razu, ale podróż tą drogą już się rozpoczęła.

Nie byłam na Światowych Dniach Młodzieży, ale Jezus o mnie nie zapomniał i sam przyszedł do mnie dzięki papieżowi i wszystkim młodym ludziom zgromadzonym w Krakowie.

Na koniec mogę napisać tylko jedno:

 

Ojcze Święty! Wstaję z kanapy!

 

źródło: http://m.deon.pl/religia/swiadectwa/art,88,nie-bylam-na-swiatowych-dniach-mlodziezy-swiadectwo.html

 

Wszystkich, którzy z jakichkolwiek przyczyn nie mogli razem z nami uczestniczyć w tym wyjątkowym wydarzeniu jakim były Światowe Dni Młodzieży, zapraszamy w najbliższą niedzielę (14 sierpnia) na wszystkie Msze święte, podczas których opowiemy o naszych przeżyciach, złożymy świadectwo.

Parafialne Centrum Światowych Dni Młodzieży